Jego dłoń pieściła delikatnie moją prawą,szczupłą nogę. Druga dłoń
dotykała mojego biodra co chwila prawie niewyczuwalnie je głaszcząc.
Jego ciemne tęczówki właśnie wpatrywały się głęboko w moje sprawiając
przy tym na moim ciele wiele przyjemnych dreszczy. Przybliżył swoją twarz do
mojej,przez co jego czubek nosa dotykał mojego.
-Jesteś piękna i tylko moja. –szepnął po czym złożył na moich ustach
delikatny pocałunek.
-Tylko?-Spytałam delikatnie unosząc swoje kąciki ust do góry.
-Tylko.-Potwierdził i po raz kolejny pocałował moje czerwone usta.
Przełożył swój ciężar ciała na mój przez co leżałam pod nim delikatnie
pieszcząc dłońmi jego tors.
Podparł się swoimi dłońmi o jasne poduszki nadal mnie całując.
Jego język właśnie odgrywał pełen namiętności taniec razem z
moim,świetnie ze sobą współpracując.
Jego usta teraz całowały i lizały moją szyję a moje dłonie gładziły
jego gołe plecy.
Jego chłodna dłoń zaczęła delikatnie pieścić mój brzuch przechodząc
coraz wyżej.
Jęknęłam cicho po czym otworzyłam szeroko przestraszona oczy czując
jego dłonie na swoich piersiach. Szybkim ruchem zabrałam jego rękę stamtąd.
-Nie Justin. –Powiedziałam chcąc go z siebie zepchnąć.
-Pozwól mi siebie tylko poznać.-Mruknął blisko mojej twarzy sprawiając
przy tym kolejną porcję dreszczy.
Wypuściłam nerwowo powietrze z ust po czym przekręciłam głowę na bok.
-Nie skrzywdzę cię. –szepnął całując delikatnie moje ucho.
Mój wzrok znowu powędrował na niego. Kiwnęłam głową dając mu na
wszystko zgodę po czym znowu poczułam falę gorąca przepełniającą moje ciało.
Całował, lizał, pieścił moje pół nagie ciało sprawiając mi przy tym
ogromną przyjemność.
-Chcę sprawić byś czuła się najpiękniejszą
kobietą na ziemi skarbie…
~~
-NIE!-krzyknęłam
podnosząc się natychmiast do pozycji siedzącej.
Moją twarz
właśnie pieściły kropelki potu. Oczy natomiast słona woda. A ciało było całe
gorące.
Oddech był
przyśpieszony jakbym właśnie przebiegła kilkanaście km.
Rozejrzałam
się przestraszona po pokoju i orientując się że wszystko co mnie otacza to mój
stary mały pokój przetarłam zmęczoną,morką twarz dłońmi.
Chwilę po
tym usłyszałam jak ktoś wpada z hukiem do mojego pokoju.
-Diana co
się stało? Czemu krzyczałaś?- Pytał zdenerwowany i zziajany Ryan.
-Miałam…zły..zły
sen. –Mruknęłam cicho będąc niepewna swoich słów.
Czy był
taki zły? Wcale nie..był wspaniały. Po prostu.. tak jest jak śnią mi się te wspomnienia.
Budzę się
wystraszona. Jakby moja dusza..ciało reagowało na to że to tylko głupi sen.Że
tak naprawdę wszystko co mnie tam otacza obok mnie już nie ma.Znikło. Tak jak
teraz te sny.
W pewnym stopniu lubiłam taki powrót do
przeszłości. No ale w tym drugim stopniu to mnie po prostu wykańczało.
-Znowu on?-
spytał kołysząc mnie w swoich ramionach.
-Mhm.-mruknęłam
niechętnie przypominając sobie całe zdarzenie.
-Wiesz co.
Mam ochotę go za to zabić. Ja jak ja..to był mój przyjaciel.Również za nim tęsknie.Był
jak brat.
Ale nie
potrafię przecierpieć tego jak przez niego cierpisz. Wiesz co czasami chce
zrobić?
-Co?-Spytałam
spoglądając na niego. Miał złość w oczach.Nie lubiałam go w takim stanie.
-Wsiąść w
jakiś cholerny samolot polecieć do niego obić mu ryj,wypowiedzieć to wszystko i
wrócić znowu do ciebie.Ale po chwili wiem że to nic nie da bo ty i tak będziesz
cierpieć. Zrobiłbym wszystko żebyś choć przez jeden cholerny dzień była
całkowicie szczęśliwa. Wszystko. – Powiedział po czym mocno ucałował mnie w
głowę.
-Kocham Cię
braciszku.-szepnęłam czując jak małe słone kropelki pieszczą moje policzki.
-Ale
przysięgam ci. Jeżeli on się tu kiedykolwiek pojawi..zginie.-wysyczał przez
zęby mocniej mnie ściskając.
-Uspokój
się. Idź zrób śniadanie.-Mruknęłam spychając go z łóżka.
-Dziś
weekend. Zrobimy naleśniki. –Powiedział ze znacznie lepszym tonem po czym
wyszedł z pokoju.
Opadłam
zmęczona na poduszki głośno oddychając.
Przetarłam
dłońmi zmęczoną twarz wycierając przy tym wszystkie łzy po czym biorąc się w garść
wstałam i udałam się do łazienki.
/\/\/\/\
Siedziałam
najedzona na kanapie obok brata i przerzucałam znudzona jakieś kanały w TV.
-O
zostaw.-Powiedział Ryan widząc na ekranie Michael’a Jackson’a wykonującego
dobrze mi znaną piosenkę Bad.
Zrobiłam to
o co mnie poprosił i kołysałam się delikatnie w rytm podśpiewując jej tekst.
Mój brat
był wielkim fanem tego człowieka. Zaraził mnie miłością do niego.
Na jego
półce można znaleźć całą kolekcję płyt samego Króla.
Słucha ich
niemalże codziennie. Może przez niego mój brat stał się tak kochanym
człowiekiem.
Jeżeli to
on jest temu winien to będę mu za to dziękować do końca życia.
Piosenka
się skończyła i momentalnie na ekranie pojawił się młody dzieciak z ciemno
blond długą zarzuconą na bok grzywką o delikatnym głosie.
Zerknęłam
na pasek informacyjny o tym kto to i jaki to utwór i zamarłam.
-Justin
Bieber ‘One time’ Serio?!-krzyknął Ryan wstajac z kanapy.
Siedziałam
I jak zahipnotyzowana patrzyłam się w ekran telewizora.
Co chwila
młody chłopak powtarzał tytuł piosenki pokazując swój idealny uśmiech za którym
tak cholernie tęskniłam.
Był
perfekcyjny.Jego głos brzmiał młodo ale idealnie.Ruchy ciała uroda…Na ekranie
widniał mój Justin.
Nawet nie
poczułam kiedy słona woda w dużym stopniu zalewała mi ciepłe policzki.
-Siostra
nie! Gdzie ten pieprzony pilot?!-krzyczał mój brat co chwila wywalając jakieś
poduszki w poszukiwaniu czarnego urządzenia.
-Justin…-szepnęłam
połykając nadmiar śliny ze łzami.
-Udało mu
się…-szepnęłam po raz kolejny rozpłakując się jeszcze bardziej.
-Kurwa
mać.-usłyszałam przy uchu gdy Ryan znalazł pilot.
-Wyłącz
się,wyłącz się,wyłącz się, NO DALEJ DZIAŁAJ! –krzyczał naciskając mnóstwo jakiś szarych gumowych guziczków.
W jednej
chwili z kolorowego ekranu na którym był mój były chłopak pojawił się czarny.
Bez żadnego
dźwięku ruchu … jego uśmiechu,oczu.
-Już dobrze
nie płacz,już dobrze. Proszę cię nie płacz..-szepnął Ryan kołysając mnie w
swoich silnych ramionach i całując w głowę.
-Zostaw
mnie.-powiedziałam wyrywając mu się po czym szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Zamknęłam
pokój na klucz i po chwili rzuciłam się na swoje miękkie małe łóżko tuląc do
poduszek.
Zaczęłam
jak najgłośniej szlochać.
Znowu go
zobaczyłam. Miałam nadzieję że taka chwila nie nadejdzie.
Tak.Po
cichu gdzieś tam miałam nadzieję ze marzenie z karierą mu się nie uda i zamiast
wrócić tu po prostu gdzieś tam daleko zostanie.
Chociaż…może
tak naprawdę chciałam by wrócił? By znowu wszedł do pokoju bez pukania gdy
śpie,kładąc się obok mnie mocno się przytulając. By każdego dnia słyszeć ‘
kocham Cię piękna’ z jego delikatnie różowych ust.
A może po
prostu nie wiem czego chce. I najlepiej gdyby on po prostu NIE istniał.
-Ciekawe
czy ty czasem wspominasz to wszystko… - szepnęłam patrząc się w jasny sufit.



