sobota, 23 marca 2013

Rozdział 3


-Jak się czujesz?-spytał gdy weszłam do kuchni w rozciągniętej bluzce człowieka o którym chce zapomnieć.
-Jest lepiej.Co na śniadanie?-odparłam nalewając pomarańczowego soku do czystej szklanki.
Postawiłam na stoliku,przywitałam się z bratem buziakiem w policzek po czym siadłam na moje miejsce.
-Jajecznica.Może być?-spytał z troską w głosie uważnie mi się przyglądając.
-Pewnie.-Mruknęłam starając się pokazać  jakikolwiek uśmiech.
W końcu mi się udało.Moje blade kąciki ust lekko uniosły się do góry.
Nie na długo.Gdy tylko Ryan wrócił do wcześniejszej czynności,moja twarz znowu wyglądała jak zawsze.
Jakby wygrzebali mnie z grobu.Jakbym po prostu umarła i jakimś cudem stąpała jeszcze po ziemi.
Wrak człowieka.
Ryan przyszedł do mnie w nocy położył się obok i mocno mnie przytulił.
Nie spałam,całą noc nie spałam.Były momenty że zasypiałam ale nagle przed oczami pojawiał mi się on i one zaraz stawały się całe mokre.Nie wiem jak tak długo jeszcze pociągnę.To nie na moje nerwy.
Staram się.Cały czas się staram.W końcu zapomnę.

Ryan położył mi przed sobą talerz ze śniadaniem. Wzięłam zimny widelec w swoją drobną prawą dłoń i zaczęłam niezgrabnie dłubać w talerzu.
-Siostra jedz proszę.-szepnął Ryan pocierając moje chłodne ramiona.
-Przecież jem.-burknęłam w jego stronę wkładając widelec z pożywieniem do ust.
On tylko wypuścił zrezygnowany powietrze z ust i wyszedł z kuchni zostawiając mnie sama.
Zaczęłam powolnym tempem jeść to co miałam na talerzu. Musiałam to zjeść. Musiałam,by nie zrobić przykrości bratu.

-Gotowa?-Spytał wchodząc do kuchni,zapinając czarną,skórzaną kurtkę.
-Na?-mruknęłam cicho ze zdziwioną miną odkładając talerz do zmywarki.
-Co za pytanie.Na zakupy dziś idziemy.
Podszedł do mnie zakładając mi na ramiona moją szarą ulubioną bluzę i całując w policzek.
-Nie mam ochoty.-burknęłam strzepując ubranie.
-Młoda…umówiliśmy się.Miało nie być wymówek.-Powiedział zrezygnowany patrząc w moją stronę.
-Ryan ale…
-Nie ma ale.Są pieniądze,Obiecałem ci to więc idziemy.Ubieraj się.Czekam w samochodzie.-Burknął po czym usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykających się drzwi.
Wypuściłam zrezygnowana powietrze z ust po czym powędrowałam niezgrabnym krokiem do pokoju.
Wyjęłam z szafy czarne podwijane przy kostkach rurki,zamiast szarej bluzy którą dał mi Ryan wzięłam fioletowego kangurka z jakimś nadrukiem i udałam się do łazienki.
Obmyłam szybko twarz zimną wodą dając przy tym jej odetchnąć po czym umyłam zęby ubrałam się w naszykowany strój i zeszłam na dół.
Nałożyłam na nogi bordowe vansy które dostałam od Ryana na urodziny i biorąc srebrne klucze wybiegłam z domu.

Łaziłam niechętnie po sklepach do jakich prowadził mnie mój starszy brat.
Cały czas przystawiał mi jakieś ubranie pod nos,kazał przymierzać.Spełniałam jego prośbę by nie było mu przykro.Zakładałam to wszystko na siebie po czym wychodziłam i mu się pokazywałam.
Mimo mojego niezadowolenia Ryan kupował mi większość tych rzeczy.
-Ryan.Koniec! Proszę już za dużo pieniędzy na mnie poszło.Przestań…-mruknęłam łapiąc go za umięśnione ramie.
-Mała.To jest twój dzień.Pomogłaś mi z randką,tym sposobem chce się odwdzięczyć.-Powiedział obejmując mnie ramieniem mocno do siebie przyciskając.
Nic nie odpowiedziałam tylko delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
Nie chciałam nic od niego.Wystarczy że mnie musiał znosić.A te pieniądze byłby na coś innego.
Ale to Ryan.Zawsze kiedy jest okazja ma pieniądze zabiera mnie gdzieś robiąc mi o takie właśnie prezenty.Nigdy tego nie chciałam.Nie potrzebuje tego.Wiem że są dni kiedy jest ciężko.Ryan nie dostaje w pracy tyle pieniędzy ile powinien.Do szkoły już nie chodzi bo nie mógł pogodzić jej z pracą.Wszystko co robi,robi dla mnie.Nie za dobrze żyje mi się z taką myślą że on mi coś daję a ja mu nic.
Ale zawsze staram mu się jakoś za to odwdzięczyć.
Jesteśmy oboje. Zawsze będziemy za sobą stać murem.On mnie ochrania a ja jego.Ja nie pozwole go skrzywdzić a on mnie. Jesteśmy rodzeństwem.A to co działo się w naszym życiu wiele nas nauczyło.Wiemy że mamy i polegamy tylko na sobie. W tym momencie to dla niego żyję.On jest moją podporą,moim wyjściem z trudnych sytuacji…po prostu moim bratem.Za którego wiem,że tylko gdy trzeba będzie skocze w ogień bądź kogoś zabiję.

-To co?Lody?-spytał głaszcząc mnie po ramieniu.
Wtuliłam się w niego idąc tym samym tempem co on i tylko kiwnęłam głową potwierdzając.
Udaliśmy się w stronę stoiska z lodami.
Zauważyłam że Ryan już kilka kroków przed nim szeroko się uśmiecha.
Za chwilę miałam dowiedzieć się czemu…
-Cześć kochanie.-Powiedziała radośnie wyższa ode mnie blondynka z niebieskimi oczami.
Wyszła przed ladę po czym podeszła do mojego brata dając mu soczystego buziaka w usta.
-Cześć skarbie.-Odpowiedział jej promiennie się uśmiechając i mocno do siebie ją przytulił.
Odsunęłam się na bok spuszczając wzrok na swoje stopy.Na moich bladych ustach zagościł delikatny uśmiech.
Więc są razem…pomyślałam.
-A ty jesteś Diana tak?-Spytała podchodząc do mnie ukazując mi swój równy rządek białych zębów.
-Tak.
-Jestem Annie.Miło mi cię poznać-Powiedziała wyciągając w moją stronę swoją dłoń z długimi czarnymi paznokciami.
-Mi również.-Mruknęłam ściskając jej delikatną dłoń.
-Diana.To jest ta dziewczyna o której ci opowiadałem.To z nią tamtego wieczoru poszedłem na randkę,to dzięki niej tak się denerwowałem,i to dla niej tak oszalałem.-Opowiedział mi wszystko w skrócie cały czas patrząc na szczupłą blondynkę uśmiechając się.
Ona zarumieniła się po czym podeszła i mocno chłopaka przytuliła.
-Cieszę się że jesteś szczęśliwy braciszku…-szepnęłam ledwie słyszalnie ukrywając smutek na mojej twarzy.
Czy się cieszyłam?Oczywiście że tak!Bardzo.Ale nie potrafiłam tego tak okazać.Tak naprawdę nie mogłam patrzeć na ich szczęście.W tym momencie bolało mnie to kiedy ona stała wtulona w niego co chwila dając mu krótkiego całusa w jego uśmiechnięte usta.
~~
-Aaaaa!! Puść mnie wariacie!-Krzyknęłam radośnie czując jego silne dłonie na swoich biodrach które w jednej chwili podniosły mnie wysoko i przerzuciły przez jego ramie.
-Nigdy skarbie.-Powiedział śmiejąc się biegnąc w stronę niewielkiego dmuchanego,niebieskiego baseniku na podwórku.
Nasz śmiech roznosił się po całej okolicy.Jego silne ręce cały czas trzymały mnie przy jego ramieniu.
-Wybacz kotku ale…-nie dokończył.Jego dłonie przestały mnie trzymać. Zrzucił mnie z ramion prosto do naszego basenu.
Moje ciało momentalnie znalazło się pod zimną wodą chwilę po tym wypływając.
Ubranie które miałam na sobie całkowicie przyległo do mojego szczupłego ciała.
Otworzyłam przestraszona oczy,wzięłam swoje opadające na twarz ciemne włosy do tyłu po czym zaczęłam szybko oddychać.
-Zabije cię.Nie daruję ci tego!-Krzyknęłam widząc jak chłopak dławi się śmiechem.
-Oh dobrze no dobrze.-Mruknał powstrzymując śmiech.
Jego jedna noga właśnie znalazła się w basenie.Po chwili dołączyła do niej druga. Jego beżowe do kolan spodenki właśnie zalewała woda. Podszedł powolnym krokiem do mnie po czym kucnął na moją wysokość i objął delikatnie w talii.
Jego zimne dłonie głaskały pod wodą moje biodra a uśmiech nie schodził mu z buzi.
-Wariat.-Burknęłam czując że moje kąciki ust delikatnie się unoszą.
-Chodź tu.-szepnął przyciągając mnie do swojego w pół suchego ciała.
Jedną ręką odgarnął mi opadające kosmyki włosów z twarzy po czym zaczął głaskać mój wilgotny policzek.
Oplotłam swoje mokre ręce wokół jego szyi przybliżając moją twarz do jego.
Dotknął koniuszkiem swojego nosa mój mały zimny nosek i delikatnie się uśmiechnął.
-Nawet mokra jesteś piękna.-szepnął składając po chwili na moich czerwonych wilgotnych ustach delikatny pocałunek.
-Kocham Cię.-szepnęłam tuląc się do jego nagiego torsu jak najmocniej.
~~



_______________________________

Przepraszam.Rozdział miał być wcześniej,ale z moim zdrowiem było nie najlepiej.
Nie miałam siły nawet to tu dać.Przepraszam.
Myślę że kolejny pojawi się po koncercie.
Muszę go jeszcze napisać także.. ;D
A no i .. piszecie że chcecie już Justina.Prosze trochę cierpliwości.
Obiecuje wam że on się na 100% pojawi! I to na długo.
Tymczasem to co tu jest to takie przygotowanie i opisanie tego co się dzieję.
Także cierpliwości.
DZIĘKUJE ZA TYLE KOMENTARZY! TO NA PRAWDĘ MIŁE I WAŻNE DLA MNIE!
JESTEŚCIE KOCHANI!

Jeżeli chcecie być informowani napiszcie w komentarzu o tym podając swój nick z twittera.
Jeżeli go nie macie podajcie mi coś gdzie mogę was informować.
Do następnego! 

Ci co jadą na koncert.
MIŁEJ ZABAWY KOCHANI! 
Również będę się  z wami wtedy bawić!
TO BĘDZIE NASZ DZIEŃ! 

środa, 20 marca 2013

Rozdział 2


-Siostra ja i tak pewnie zrobie coś głupiego.-Marudził Ryan siedząc obok mnie.
Od 2 godzin starałam mu się wszystko wyjaśniać.Jak ma się zachować  i czego broń Boże nie powiedzieć.Ale jak to on.Ma za mało wiary w siebie.
-Ryan błagam nie załamuj mnie!To świetna dziewczyna wiem że jesteś zakochany.Ale do jasnej cholery czy możesz choć raz w siebie uwierzyć!Chociaż teraz!-krzyczałam zdenerwowana patrząc na jego zbitą minę.
-Mała...
-Nie kurwa!Masz być sobą.Ale nie takim sobą że jesz jak świnia i drapiesz się po tyłku!Ona to nie ja.Zapamiętaj!Masz być mężczyzną?Tym w którym ona ma się zakochać jasne?-krzyczałam cały czas podenerwowana.Dając mu do zrozumienia że ma wykonać moje polecenie.
-Dobrze nie denerwuj się,przepraszam.-Mruknął skruszony przytulając mnie do siebie.
-Dziękuje za pomoc.Mam najlepszą siostrę na świecie.Kocham Cię. - szepnął całując mnie w głowę.
Był kochany.Na prawdę za to mu byłam wdzięczna.Był o dwa lata ode mnie starszy a mimo to nidy ale to nigdy nawet przy kumplach w szkole gdziekolwiek nie wstydził się do mnie przyznać.Powiedzieć że mnie kocha czy że jestem wspaniała.Tak jak on kochałam go całym sercem.
-Też cię kocham braciszku.Powodzenia.-powiedziałam w jego klatkę piersiową mocno się do niego tuląc,wciągają przy tym jego mocny zapach.

Czasem między nami wybuchały kłótnie.On czasem po prostu miał dość moich nastrojów,tego że nie mogę sie pozbierać i nigdy w siebie nie wierzę.
Tego że nawet patrząc na głupią herbatę potrafię się rozpłakać.A rozlewając ją jest jeszcze gorzej. Chciałabym żeby chociaż jemu się udało.Żeby nie musiał cierpieć.Żeby kochał całym sercem.Wiem że wtedy odeszłabym na boczny tor.Ale dałabym sobię radę.On już jest dorosły.Potrzebuje rozwinąć skrzydła,ja to dobrze wiem.I doceniam każde jego starania.Ale wiem też że się boi..boi się zostawić samego kogoś takiego jak ja.Czy się dziwie?Nie pewnie że nie.Też bym się bała...

-Przestań się tak kręcić w kółko i denerwować.To tylko randka!-Starałam się uspokojać  brata który nerwowo kręcił się po całym pokoju.
Usiadłam zmęczona już tym jego zachowaniem na kanapie i schowałam twarz w dłonie.
-Nie mogę.Kurwa no nie mogę!Ja to spieprzę jestem pewien.-Mówił poddenerwowany nadal się kręcąc.
-To nie idź i mnie nie wkurwiaj. -Mruknęłam zdenerwowana.
Zamknęłam oczy i chcąc nie chcąc przypomniała mi się moja pierwsza taka prawdziwa randka z Justinem.To było jedno z najlepszych rzeczy jaka mnie spotkała.
~~~~~~~~
-Nie jest ci zimno?-Spytał młody Kanadyjczyk,idąc z rękami w kieszeniach czarnych spodni obok mnie.
-Nie.-zaprzeczyłam sama dobrze wiedząc że to kłamstwo.
Chłód dawał o sobie znać.Cały czas pieszcząc moje odkryte ramiona powodując przy tym niechcianą gęsią skórkę.
-Kłamiesz.-Mruknął uśmiechając się.Zdjął fioletową bluzę z kapturem po czym nałożył mi  ją na ramiona pocierając je jeszcze przy tym.
-Nie chce żebyś mi zamarzła piękna.-Szepnął bliżej mojej twarzy.Moje nozdrza pieścił w tej chwili jego miętowy oddech.Podarowałam mu jeden z moich słodkich uśmiechów dziękując.
-Za to ty mi zmarźniesz-szepnęłam nadal się uśmiechając w stronę Kanadyjczyka.
-O mnie się nie martw.Mam ciebie.-Powiedział wysyłając mi jeden z jego pięknych uśmiechów po czym objął mnie w tali i prowadził dalej przez park.
-----------
-Wiesz...jesteś niezwykła.Jestem szczęściarzem że przyjaźnię się  z tobą od najmłodszych lat.Jesteś zawsze.Zawsze ta sama i zawsze prawdziwa.Znam cię już chyba na pamięć.Ale każdego dnia chce poznawać jeszcze bardziej.Diana czy...-przerwał drapiąc się po głowie spuszczając wzrok.
-Tak Justin?-spytałam niepewnie spoglądając na niego.
Siedzieliśmy na jednej z drewnianych ławek w parku.Kanadę właśnie wypełniał wieczór.
Moja ulubiona pora dnia.Park zaczął rozświetlać się mnóstwem latarni dzięki którym mogłam jeszcze lepiej widzieć tego chłopaka.Był niesamowity.Jego niechlujnie ułożone włosy spadały mu na twarz powoli przysłaniając jego czekoladowe oczy.Jego oddech był przyśpieszony.Nic nie słyszałam po za nim. Wpatrywałam się w niego swoimi ciemnymi tęczówkami oczekując tego co ma mi do powiedzenia.Zawsze dużo mówił.Zawsze co do rozmów ze mną był pewny siebie.Tego wieczoru to gdzieś zniknęło.Uciekło jakby się czegoś bało.Chciałam by dokończył ale wiedząc że popędzaniem zdenerwuje go po prostu milczałam przyglądając mu się uważnie i badając każdy ruch,szczegół który wykonuje.
-Diana czy zechciałabyś zostać moją dziewczyną?-Spytał szybko podnosząc wzrok na mnie.
Moje oczy stanęły.Razem z sercem.Usta delikatnie się otworzyły nabierając chłodnego powietrza,drażniąc język.Znałam odpowiedź na to pytanie.Wiedziałam czego chcę.Ale nigdy nie myślałam że to mogłoby się spełnić.
-Tak Justin.
~~~~~~~~
Na samo wspomnienie tego z moich oczu popłynęły ścieżki łez.
Zaczełam szlochać nie zważając na to że obok jest zdenerwowany Ryan.
25 marzec.Dzień który zapamiętam do końca życia.Dzień spełniania moich marzeń.
Dzień w którym już nie musiałam niczego ukrywać. Niezwykły dzień...
-Siostra? Matko przepraszam.Na prawdę przepraszam.Nie płacz proszę.-powiedział tuląc mnie do swojego torsu jak najmocniej.Zaczęłam jeszcze bardziej szlochać na co on zaczął kołysać mnie delikatnie w ramionach.
-Na prawdę nie chciałem żebyś sobie znowu go przypomniała...przepraszam maleńka.
-Nie masz za co..-łkałam przytulając go.
-Mam...
-Nie Ryan nie masz.Nic się nie stało.Idź już jest późno.-Powiedziałam szybko zmieniając temat.Chciałam żeby już wyszedł.Żeby nie psuć mu tego wieczoru.To miał być jego wieczór.Tylko jego.Nie mógł się mną zamartwiać.
-Ale..dasz sobię radę?Ja to mogę odwołać...-mruknął wstając z kanapy.
-Tak dam spokojnie.Pójdę spać.To twój wieczór idź proszę.-powiedziałam również wstając.
Podarowałam mu buziaka w policzek po czym zaczęłam kierować się do swojego pokoju.
-Kocham Cię siostra.Jak tylko wrócę przyjdę do ciebie i położę się obok.Obiecuję.-Powiedział zbierając skórzaną czarną kurtkę i zakładając ją na siebie.
-Dobrze.Baw się dobrze powodzenia.-pomachałam mu i zamknęłam za sobą drzwi od pokoju.
Padłam na łóżko tuląc się do mojej fioletowej poduszki i ponownie dałam poczuć wolność moim łzom...
Tak bardzo za nim tęsknie...




__________________________________
_________________________________

2 rozdział proszę; )
Miałam wczoraj dodać.. ale zły dzień był i nawet nie miałam ochoty wybaczcie.
DZIĘKUJE ZA TYLE KOMENTARZY PO 1 ROZDZIAŁEM!
Jestem pod wrażeniem! Nie miałam pojęcia że ktoś będzie miał ochotę to czytać.
Dziękuje!<3 
Muszę się wziąć za 4 rozdział.Bo 3 już jest. ; p
Ale coś.. weny brak.;c 
No nic. Jeżeli ktoś ma twittera i chce być informowany podajcie mi swoje nazwy.
Dziękuje i kocham was!

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 1


-Diana!-usłyszałam dobrze znany mi męski głos siedząc w kuchni i popijając poranną kawę.
Poprawiłam się na krześlę popijając kolejny łyk czarnego płynu oczekując aż 'wołacz' wejdzie do pomieszczenia.
-Diana!Co się nie odzywasz?-spytał siadając obok mnie i odbierając ode mnie moją kawę prawie przy tym zalewając moją białą bluzkę.
-Ey!Uważaj!-krzyknęłam podnosząc się z krzesła.
-Sorry młoda.Dobra ty bo mam sprawę.-Zaczął dopijając mój pobudzacz.
-No mów?-mruknęłam zdenerwowana.
-Wiesz że dziś mam randkę?Wiesz z kim.Chciałbym abyś mi pomogła.Wiesz powiedziała co i jak,żebym jakiejś głupoty nie palnął.Bardzo cię proszę siostrzyczko.-powiedział robiąc słodkie oczka w moją stronę do tego dodając dzióbek z ust.
Popatrzyłam na niego głupio poprawiając włosy po czym zaczęłam się śmiać.Trzeba przyznać on zawsze komicznie wyglądał z tą miną.
-No proszę.Zrób to dla braciszka.-mruknął jeszcze bardziej słodko podchodząc do mnie.
Postawił pusty biały kubek na stole po czym wyciągnął umięśnione ręce w moją stronę i mocno mnie przytulił.
-No dobra dobra.Puść mnie idioto.O której masz tą randkę?-spytałam poprawiając swoje ubranie z lekkim uśmiechem.
Kochałam go.On jako jedyny został przy mnie.Brat idiota.Zawsze go tak nazywałam.
Ale to tylko dla zabawy.Zawdzięczam mu bardzo dużo.To on znosi moje humorki to on wie co i kiedy mi trzeba,to on wie co zrobić kiedy jest ze mną źle.
A źle bywa dość często odkąd jego już nie ma.Minęło pół roku.Powinnam się pozbierać ale nie potrafię.Czasami,żeby odciążyć mojego braciszka udaję że wszystko jest w porządku.
Gram szczęśliwą pokazując moją dobrze wyćwiczoną maskę.Uśmiech.Który od dawna nie był szczery...z małymi wyjątkami.
A on? On i tak mnie rozgryzł.Wie że mój uśmiech to tylko gra pozorów.Wie że do dziś cierpie,a mój stan może pogorszyć się lada moment.Ale on jest w gotowości.Wiem to.Słyszał jak co noc płakałam..co ja mówie płaczę do dziś.Wtedy nie mija minuta a on pojawia się przy mnie przytulając mnie jak najmocniej...
-Kocham cię wiesz?O ósmej siostrzyczko.-powiedział radośnie składając na moim policzku soczysty całus.
-Kończę lekcje o czwartej,przyjedziesz po mnie?-spytałam udając się w stronę przedpokoju.
-Jasne mała.Dzięki wielkie.Jesteś najlepsza wiesz?
-Tak tak wiem.Chodź już,bo się spóźnimy.-mruknęłam zabierając ze sobą plecak do szkoły.
On wziął kluczyki od auta i ruszyliśmy w jego stronę.


-I co Justinek nadal się nie odezwał?-usłyszałam piszczący głos pustej farbowanej blondynki za sobą.
-Czy kiedyś przestanie cię to interesować?-spytałam niegrzecznie odwracając się w jej stronę.
Poprawiła swoje blond doczepiane włosy popatrzyła na swoje dwie przyjaciółeczki po czym wszystkie się głupio zaśmiały drażniąc moje bębenki.
-Niech pomyślę.Nie.-burknęła kręcąc niezdarnie loka z włosów.
-Ty myślisz?Szacunek.-Mruknęłam przestępując z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
Przedstawiam Elizabeth.Szkolną 'divę'. Sama nie wiem czemu takie miano dostała.
Ah no tak.Bogata,wymalowana,sztuczna,początkująca piosenkareczka do tego jest z 'najprzystojniejszym' chłopakiem w szkole. Szkolny 'bóg'.To miano mnie na prawdę śmieszy.Chłopak nic w sobie nie ma.Kompletnie.Jest tak samo pusty i sztuczny jak jego panna.  Ona od zawsze bardzo interesowała się moim życiem.Aż za bardzo.Czasem mam wrażenie,że książkę o mnie piszę.Przynajmniej już 3 tom powieści o Dianie.
''Beznadziejne życie Diany Harris.Poradnik jak nie spaść tak nisko.''Tak pewnie się to nazywa.
Bo dla niej jestem na samym dnie jej tabeli.Ktoś kto nie jest niczego wart,bo nie posiada tyle pieniędzy,chłopak ją zostawił,do tego nie posiada przyjaciół. To się nazywa sprawiedliwość.Ale wolę być naturalna bez kasy i takiej 'sławy' niż mieć to wszystko i nie wiedzieć kim na prawdę jestem.
Spojrzałam jeszcze raz w jej ciemno niebieskie,podkreślone mocno czarną kredką oczy i wywróciłam oczami. Jak zwyklę musiała mnie przelecieć wzrokiem od góry do dołu.
-Jak zwykle bezguście.-pisnęła do swoich równie pustych jak ona przyjaciółek.
Wypuściłam nerwowo powietrze i po prostu je ominęłam ruszając pod klasę.
-Jak Justinek się odezwie daj znać!-krzyknęła za mną na pożegnanie.
Pokazałam jej tylko środkowy palec szyderczo się do niej uśmiechając.
Mam ochotę ją zabić,wyrwac jej te wszystkie sztuczne włosy.Ale w sumie.Ona ma rację.Przez co chce mi się płakać.Czasem nie daję rady i po prostu uciekam do łazienki opuszczając przy tym przynajmniej jedną lekcję.Tak muszę się wypłakać.
Ciekawe ile jeszcze wytrzymam...

Udałam się pod biologiczną salę na której widniała liczba 105.
Męczarnia a nie przedmiot.Nie wiem po co to komu.
Po co komu uczyć się o bakteriach itd?To obrzydliwe!
No nic dzwonek oznajmił że czas wejść do sali.
Zajęłam swoję miejsce dokładnie obok okna w 4 ławce i zaczęłam się rozpakowywać.
Lekcja jak to lekcja ta akurat była bardzo nudna.Więc po prostu położyłam głowę na ławkę,zamknęłam oczy i zaczęłam wspominać...


_______________________________

No i jest 1 rozdział.
Bardzo dziękuje za tyle komentarzy pod prologiem.Nie myślałam że nawet 5 będzie a tu proszę.
Dziękuję! Mam nadzieję,że 1 rozdział się podoba i tak jak wcześniej proszę o szczere komentarze.
Za błędy przepraszam!
Jak będzie dość 'dużo' komentarzy myślę że dodam kolejny rozdział.;)
Tymczasem dziękuje i się zwijam bo muszę się jeszcze dużo na tym blogu nauczyć; D
<3 

niedziela, 17 marca 2013

Prolog



Miałam najlepszego przyjaciela pod słońcem.Przynajmniej tak mi się wydawało.
Był przy mnie zawsze.Cokolwiek by się nie działo on zaraz pojawiał się u mego boku.
Jego uśmiech,roześmiane oczy zawsze potrafiły mi poprawić humor.
Nie musiał nic robić wystarczy że był.
Kochałam w nim to że nawet kiedy było ze mną źle,potrafiłam wyzwać go od najgorszych a nie powinnam on nie odchodził.
Łapał mnie mocno za ramiona,przytulał,sprowadzał na ziemię.
Chociaż..czasami wcale tego nie chciałam.On był moim niebem,więc po co stamtąd wracać?
Nigdy nie pomyślałabym że to wszystko mogłoby się tak skończyć...
Że już nigdy nie bd mogła wejść bez pukania do jego domu krzyknąć ''ROMEO GDZIEŚ SIĘ SCHOWAŁ?''
Zajrzeć od tak do jego lodówki po czym zjeść pół jej zawartości,skakać po jego łóżku,spędzać u niego nieplanowane noce zasypiając obok niego na ziemi.
Po prostu... że tego wszystkiego nie będzie.
Przyszedł czas że był dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem.
Był moją drugą połówką serca.Tą którą tak każdy poszukuje.
Ale...odszedł.Zabierając ze sobą tą połówkę.

-Cześć maleńka.-Przywitał się wchodząc do mojego pokoju.
Po całym pomieszczeniu rozniosła się woń jego mocnych perfum.Które tak bardzo kochałam.
Zaciągnęłam się zapachem czując jak mój gość siada obok mnie na łóżku.
-Cześć.-powiedziałam uśmiechając się do niego zalotnie.
Przybliżył się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
Oddalił się oblizując usta i siadając obok.Wziął moją dłoń i splutł nasze palce zaczynając się nimi bawić.
Zawsze tak robił gdy działo się coś złego.
Spojrzałam na niego i zauważyłam że czegoś mu brakuje.Iskierek... tych radosnych iskierek w jego oczach.
-Coś się stało?-spytałam głaskając go delikatnie po dłoni.
-Nie nic. - zaprzeczył patrząc w dół.Co chwila oblizując wargi.
-Denerwujesz się.-Powiedziałam poważnym tonem kładąc głowę na jego ramieniu.
Wziął głęboki wdech po czym wypuścił powietrze i spojrzał na mnie z poważną miną.
-Wiesz że kocham śpiewać?
-Tak,wiem.
-Wiesz że chce iść w tym kierunku i spełniać swoje marzenia?-postawił kolejne pytanie nadal patrząc na mnie z kamienną twarzą.
-To także wiem,a ty wiesz że zawsze będę cię wspierać.-Odparłam zgodnie z prawdą lekko uśmiechając się.
-Więc..nadarzyła się okazja bym mógł to zrobić i... ugh to nie jest takie łatwe.-mruknął przeczesując swoje charakterystyczne włosy.
-Po prostu powiedz.
-Muszę wyjechać.Mam okazję nagrać płytę.Dostałem szansę Diana.I chce ją wykorzystać... 




____________________________________

No to jest prolog.
Nie jestem pewna czy 1 rozdział który już jest gotowy pojawi się dziś czy jutro czy wgl się pojawi o ile ktoś to bd czytał.;)
Mam nadzieję że będzie ;p
Jakbyście mogli trochę polecić ten blog czy coś..
byłabym naprawdę wdzięczna!
I proszę o szczere komentarze.Mam nadzieję że się spodoba.
No okay.. DZIĘKUJĘ. 

Bohaterowie





Justin Bieber
18-nastolatek. Piosenkarz,uwielbiany przez miliony nastolatków.
W czasach gdy mieszkał w swoim rodzinnym miasteczku był najlepszym przyjacielem/chłopakiem Diany.
Wyjechał by spełniać swoje marzenia.Tęskni za Kanadą,rodziną,przyjaciółmi i Dianą.
Jest miły,sympatyczny do czasu. Czasami lubi wypić czy zapalić mimo że wie że nie powinien.
Ma dość sławy i chce wrócić do wcześniejszego życia.
(Na początku opowiadania on nadal ma 15 lat.)


Diana Harris

Sympatyczna 18-nastolatka. Była przyjaciółka i dziewczyna Justina Biebera.
Wychowuje się sama ze starszym o dwa lata bratem Stratford.
Jej uśmiech znika gdy jej ulubiony 15-latek wyjeżdża  w poszukiwaniu sławy.
Pragnie mieć normalny rodzinny dom.Bardzo kocha swoje brata.
W szkole nie należy do lubianych oraz popularnych osób.
Jej rodzice wyjechali do Anglii zostawiając ją samą z bratem.
Tęskni za Justinem.(Na początku opowiadania ma 15 lat.)


Ryan Butler


20-latek.Starszy i jedyny brat Diany.Były przyjaciel Justina.
Kiedy on i Diana zostali sami zaczął się nią opiekować.
W wieku 18 lat przestał się uczyć,ponieważ nie mógł pogodzić pracy i nauki.
Wybrał pracę.Zarabia na dom jako jedyny.
Od dwóch lat jest związany z Annie.Tak samo jak Diana tęskni za przyjacielem ale już dawno wybaczył mu to że wyjechał. Boi się o swoją siostrę.
Jest bardzo troskliwy.
( Na początku opowiadania ma 18 lat.)




Annie Tucker.




20-latka. Dziewczyna Ryana oraz od kiedy jest z Ryanem przyjaciółka Diany.
Pomaga Ryanowi troszczyć się o jego siostrę. Kocha Ryana i zawsze jest mu wierna.
Mieszka z rodzicami kilka domów dalej od Ryana.
( Na początku opowiadania ma 18 lat.)




Reszta bohaterów będzie pojawiać się od czasu do czasu.
Kiedy trzeba będzie dodam ich zdjęcie.