wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 4


Jego dłoń pieściła delikatnie moją prawą,szczupłą nogę. Druga dłoń dotykała mojego biodra co chwila prawie niewyczuwalnie je głaszcząc.
Jego ciemne tęczówki właśnie wpatrywały się głęboko w moje sprawiając przy tym na moim ciele wiele przyjemnych dreszczy. Przybliżył swoją twarz do mojej,przez co jego czubek nosa dotykał mojego.
-Jesteś piękna i tylko moja. –szepnął po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Tylko?-Spytałam delikatnie unosząc swoje kąciki ust do góry.
-Tylko.-Potwierdził i po raz kolejny pocałował moje czerwone usta.
Przełożył swój ciężar ciała na mój przez co leżałam pod nim delikatnie pieszcząc dłońmi  jego tors.
Podparł się swoimi dłońmi o jasne poduszki nadal mnie całując.
Jego język właśnie odgrywał pełen namiętności taniec razem z moim,świetnie ze sobą współpracując.
Jego usta teraz całowały i lizały moją szyję a moje dłonie gładziły jego gołe plecy.
Jego chłodna dłoń zaczęła delikatnie pieścić mój brzuch przechodząc coraz wyżej.
Jęknęłam cicho po czym otworzyłam szeroko przestraszona oczy czując jego dłonie na swoich piersiach. Szybkim ruchem zabrałam jego rękę stamtąd.
-Nie Justin. –Powiedziałam chcąc go z siebie zepchnąć.
-Pozwól mi siebie tylko poznać.-Mruknął blisko mojej twarzy sprawiając przy tym kolejną porcję dreszczy.
Wypuściłam nerwowo powietrze z ust po czym przekręciłam głowę na bok.
-Nie skrzywdzę cię. –szepnął całując delikatnie moje ucho.
Mój wzrok znowu powędrował na niego. Kiwnęłam głową dając mu na wszystko zgodę po czym znowu poczułam falę gorąca przepełniającą moje ciało.
Całował, lizał, pieścił moje pół nagie ciało sprawiając mi przy tym ogromną przyjemność.
-Chcę sprawić byś czuła się najpiękniejszą kobietą na ziemi skarbie…
~~

-NIE!-krzyknęłam podnosząc się natychmiast do pozycji siedzącej.
Moją twarz właśnie pieściły kropelki potu. Oczy natomiast słona woda. A ciało było całe gorące.
Oddech był przyśpieszony jakbym właśnie przebiegła kilkanaście km.
Rozejrzałam się przestraszona po pokoju i orientując się że wszystko co mnie otacza to mój stary mały pokój przetarłam zmęczoną,morką twarz dłońmi.
Chwilę po tym usłyszałam jak ktoś wpada z hukiem do mojego pokoju.
-Diana co się stało? Czemu krzyczałaś?- Pytał zdenerwowany i zziajany Ryan.
-Miałam…zły..zły sen. –Mruknęłam cicho będąc niepewna swoich słów.
Czy był taki zły? Wcale nie..był wspaniały. Po prostu.. tak jest jak śnią mi się te wspomnienia.
Budzę się wystraszona. Jakby moja dusza..ciało reagowało na to że to tylko głupi sen.Że tak naprawdę wszystko co mnie tam otacza obok mnie już nie ma.Znikło. Tak jak teraz te sny.
 W pewnym stopniu lubiłam taki powrót do przeszłości. No ale w tym drugim stopniu to mnie po prostu wykańczało.
-Znowu on?- spytał kołysząc mnie w swoich ramionach.
-Mhm.-mruknęłam niechętnie przypominając sobie całe zdarzenie.
-Wiesz co. Mam ochotę go za to zabić. Ja jak ja..to był mój przyjaciel.Również za nim tęsknie.Był jak brat.
Ale nie potrafię przecierpieć tego jak przez niego cierpisz. Wiesz co czasami chce zrobić?
-Co?-Spytałam spoglądając na niego. Miał złość w oczach.Nie lubiałam go w takim stanie.
-Wsiąść w jakiś cholerny samolot polecieć do niego obić mu ryj,wypowiedzieć to wszystko i wrócić znowu do ciebie.Ale po chwili wiem że to nic nie da bo ty i tak będziesz cierpieć. Zrobiłbym wszystko żebyś choć przez jeden cholerny dzień była całkowicie szczęśliwa. Wszystko. – Powiedział po czym mocno ucałował mnie w głowę.
-Kocham Cię braciszku.-szepnęłam czując jak małe słone kropelki pieszczą moje policzki.
-Ale przysięgam ci. Jeżeli on się tu kiedykolwiek pojawi..zginie.-wysyczał przez zęby mocniej mnie ściskając.
-Uspokój się. Idź zrób śniadanie.-Mruknęłam spychając go z łóżka.
-Dziś weekend. Zrobimy naleśniki. –Powiedział ze znacznie lepszym tonem po czym wyszedł z pokoju.
Opadłam zmęczona na poduszki głośno oddychając.
Przetarłam dłońmi zmęczoną twarz wycierając przy tym wszystkie łzy po czym biorąc się w garść wstałam i udałam się do łazienki.

/\/\/\/\
Siedziałam najedzona na kanapie obok brata i przerzucałam znudzona jakieś kanały w TV.
-O zostaw.-Powiedział Ryan widząc na ekranie Michael’a Jackson’a wykonującego dobrze mi znaną piosenkę Bad.
Zrobiłam to o co mnie poprosił i kołysałam się delikatnie w rytm podśpiewując jej tekst.
Mój brat był wielkim fanem tego człowieka. Zaraził mnie miłością do niego.
Na jego półce można znaleźć całą kolekcję płyt samego Króla.
Słucha ich niemalże codziennie. Może przez niego mój brat stał się tak kochanym człowiekiem.
Jeżeli to on jest temu winien to będę mu za to dziękować do końca życia.
Piosenka się skończyła i momentalnie na ekranie pojawił się młody dzieciak z ciemno blond długą zarzuconą na bok grzywką o delikatnym głosie.
Zerknęłam na pasek informacyjny o tym kto to i jaki to utwór i zamarłam.
-Justin Bieber ‘One time’ Serio?!-krzyknął Ryan wstajac z kanapy.
Siedziałam I jak zahipnotyzowana patrzyłam się w ekran telewizora.
Co chwila młody chłopak powtarzał tytuł piosenki pokazując swój idealny uśmiech za którym tak cholernie tęskniłam.
Był perfekcyjny.Jego głos brzmiał młodo ale idealnie.Ruchy ciała uroda…Na ekranie widniał mój Justin.
Nawet nie poczułam kiedy słona woda w dużym stopniu zalewała mi ciepłe policzki.
-Siostra nie! Gdzie ten pieprzony pilot?!-krzyczał mój brat co chwila wywalając jakieś poduszki w poszukiwaniu czarnego urządzenia.
-Justin…-szepnęłam połykając nadmiar śliny ze łzami.
-Udało mu się…-szepnęłam po raz kolejny rozpłakując się jeszcze bardziej.
-Kurwa mać.-usłyszałam przy uchu gdy Ryan znalazł pilot.
-Wyłącz się,wyłącz się,wyłącz się, NO DALEJ DZIAŁAJ! –krzyczał naciskając  mnóstwo jakiś szarych gumowych guziczków.
W jednej chwili z kolorowego ekranu na którym był mój były chłopak pojawił się czarny.
Bez żadnego dźwięku ruchu … jego uśmiechu,oczu.
-Już dobrze nie płacz,już dobrze. Proszę cię nie płacz..-szepnął Ryan kołysając mnie w swoich silnych ramionach i całując w głowę.
-Zostaw mnie.-powiedziałam wyrywając mu się po czym szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Zamknęłam pokój na klucz i po chwili rzuciłam się na swoje miękkie małe łóżko tuląc do poduszek.
Zaczęłam jak najgłośniej szlochać.
Znowu go zobaczyłam. Miałam nadzieję że taka chwila nie nadejdzie.
Tak.Po cichu gdzieś tam miałam nadzieję ze marzenie z karierą mu się nie uda i zamiast wrócić tu po prostu gdzieś tam daleko zostanie.
Chociaż…może tak naprawdę chciałam by wrócił? By znowu wszedł do pokoju bez pukania gdy śpie,kładąc się obok mnie mocno się przytulając. By każdego dnia słyszeć ‘ kocham Cię piękna’ z jego delikatnie różowych ust.
A może po prostu nie wiem czego chce. I najlepiej gdyby on po prostu NIE istniał.
-Ciekawe czy ty czasem wspominasz to wszystko… - szepnęłam patrząc się w jasny sufit.


____________________________

Przepraszam za taką przerwę ale deprecha pokoncertowa nadal trwa i nie miałam pomysłu co tu napisać.
No i jak widać rozdział wyszedł do dupy.
Przepraszam.
Od 5 rozdziału już całkowicie będzie inna sytuacja.
Ale jeszcze chyba tam nie namieszam...a w sumie to nie wiem ;D
Zobaczę.
A tymczasem dziękuje za wasz KAŻDY komentarz!
Mam nadzieję że będzie was przybywać bo jak nie..to po prostu skończę to pisać.;)
Dziękuje wam jeszcze raz!

8 komentarzy:

  1. ehvrgeyugrweyg jak mi szkoda Diany!! :c
    Biedna tak cierpi..
    nie mogę się doczekać aż pojawi sie Justin! :D
    Czekam na nn *_*


    @Michaelowax3

    OdpowiedzUsuń
  2. ehh.. biedna kurde ;c szkoda mi jej ;c

    Caroline.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest genialny!
    Szkoda mi Diany :c


    ~Paula z sitemoodels :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Diana :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle świetny!!

    - Natalia xd

    OdpowiedzUsuń
  6. genialne ;) czekam z niecierpliwością na następny ;**
    ASADGFBGGGFF *o*

    OdpowiedzUsuń
  7. mogłabym być informowana o nowych rozdziałach ? :)
    @izabelaf1

    OdpowiedzUsuń