-Diana!-usłyszałam dobrze znany mi męski
głos siedząc w kuchni i popijając poranną kawę.
Poprawiłam się na krześlę popijając
kolejny łyk czarnego płynu oczekując aż 'wołacz' wejdzie do pomieszczenia.
-Diana!Co się nie odzywasz?-spytał
siadając obok mnie i odbierając ode mnie moją kawę prawie przy tym zalewając
moją białą bluzkę.
-Ey!Uważaj!-krzyknęłam podnosząc się z
krzesła.
-Sorry młoda.Dobra ty bo mam
sprawę.-Zaczął dopijając mój pobudzacz.
-No mów?-mruknęłam zdenerwowana.
-Wiesz że dziś mam randkę?Wiesz z
kim.Chciałbym abyś mi pomogła.Wiesz powiedziała co i jak,żebym jakiejś głupoty
nie palnął.Bardzo cię proszę siostrzyczko.-powiedział robiąc słodkie oczka w
moją stronę do tego dodając dzióbek z ust.
Popatrzyłam na niego głupio poprawiając
włosy po czym zaczęłam się śmiać.Trzeba przyznać on zawsze komicznie wyglądał z
tą miną.
-No proszę.Zrób to dla braciszka.-mruknął
jeszcze bardziej słodko podchodząc do mnie.
Postawił pusty biały kubek na stole po
czym wyciągnął umięśnione ręce w moją stronę i mocno mnie przytulił.
-No dobra dobra.Puść mnie idioto.O której
masz tą randkę?-spytałam poprawiając swoje ubranie z lekkim uśmiechem.
Kochałam go.On jako jedyny został przy
mnie.Brat idiota.Zawsze go tak nazywałam.
Ale to tylko dla zabawy.Zawdzięczam mu
bardzo dużo.To on znosi moje humorki to on wie co i kiedy mi trzeba,to on wie
co zrobić kiedy jest ze mną źle.
A źle bywa dość często odkąd jego już
nie ma.Minęło pół roku.Powinnam się pozbierać ale nie potrafię.Czasami,żeby
odciążyć mojego braciszka udaję że wszystko jest w porządku.
Gram szczęśliwą pokazując moją dobrze
wyćwiczoną maskę.Uśmiech.Który od dawna nie był szczery...z małymi wyjątkami.
A on? On i tak mnie rozgryzł.Wie że mój
uśmiech to tylko gra pozorów.Wie że do dziś cierpie,a mój stan może pogorszyć
się lada moment.Ale on jest w gotowości.Wiem to.Słyszał jak co noc płakałam..co
ja mówie płaczę do dziś.Wtedy nie mija minuta a on pojawia się przy mnie
przytulając mnie jak najmocniej...
-Kocham cię wiesz?O ósmej
siostrzyczko.-powiedział radośnie składając na moim policzku soczysty całus.
-Kończę lekcje o czwartej,przyjedziesz po
mnie?-spytałam udając się w stronę przedpokoju.
-Jasne mała.Dzięki wielkie.Jesteś
najlepsza wiesz?
-Tak tak wiem.Chodź już,bo się
spóźnimy.-mruknęłam zabierając ze sobą plecak do szkoły.
On wziął kluczyki od auta i ruszyliśmy w
jego stronę.
-I co Justinek nadal się nie
odezwał?-usłyszałam piszczący głos pustej farbowanej blondynki za sobą.
-Czy kiedyś przestanie cię to
interesować?-spytałam niegrzecznie odwracając się w jej stronę.
Poprawiła swoje blond doczepiane włosy
popatrzyła na swoje dwie przyjaciółeczki po czym wszystkie się głupio zaśmiały
drażniąc moje bębenki.
-Niech pomyślę.Nie.-burknęła kręcąc
niezdarnie loka z włosów.
-Ty myślisz?Szacunek.-Mruknęłam
przestępując z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
Przedstawiam Elizabeth.Szkolną 'divę'.
Sama nie wiem czemu takie miano dostała.
Ah no
tak.Bogata,wymalowana,sztuczna,początkująca piosenkareczka do tego jest z
'najprzystojniejszym' chłopakiem w szkole. Szkolny 'bóg'.To miano mnie na
prawdę śmieszy.Chłopak nic w sobie nie ma.Kompletnie.Jest tak samo pusty i
sztuczny jak jego panna. Ona od zawsze
bardzo interesowała się moim życiem.Aż za bardzo.Czasem mam wrażenie,że książkę
o mnie piszę.Przynajmniej już 3 tom powieści o Dianie.
''Beznadziejne życie Diany
Harris.Poradnik jak nie spaść tak nisko.''Tak pewnie się to nazywa.
Bo dla niej jestem na samym dnie jej
tabeli.Ktoś kto nie jest niczego wart,bo nie posiada tyle pieniędzy,chłopak ją
zostawił,do tego nie posiada przyjaciół. To się nazywa sprawiedliwość.Ale wolę
być naturalna bez kasy i takiej 'sławy' niż mieć to wszystko i nie wiedzieć kim
na prawdę jestem.
Spojrzałam jeszcze raz w jej ciemno
niebieskie,podkreślone mocno czarną kredką oczy i wywróciłam oczami. Jak zwyklę
musiała mnie przelecieć wzrokiem od góry do dołu.
-Jak zwykle bezguście.-pisnęła do swoich
równie pustych jak ona przyjaciółek.
Wypuściłam nerwowo powietrze i po prostu
je ominęłam ruszając pod klasę.
-Jak Justinek się odezwie daj
znać!-krzyknęła za mną na pożegnanie.
Pokazałam jej tylko środkowy palec
szyderczo się do niej uśmiechając.
Mam ochotę ją zabić,wyrwac jej te
wszystkie sztuczne włosy.Ale w sumie.Ona ma rację.Przez co chce mi się
płakać.Czasem nie daję rady i po prostu uciekam do łazienki opuszczając przy
tym przynajmniej jedną lekcję.Tak muszę się wypłakać.
Ciekawe ile jeszcze wytrzymam...
Udałam się pod biologiczną salę na której
widniała liczba 105.
Męczarnia a nie przedmiot.Nie wiem po co
to komu.
Po co komu uczyć się o bakteriach itd?To
obrzydliwe!
No nic dzwonek oznajmił że czas wejść do
sali.
Zajęłam swoję miejsce dokładnie obok okna
w 4 ławce i zaczęłam się rozpakowywać.
Lekcja jak to lekcja ta akurat była
bardzo nudna.Więc po prostu położyłam głowę na ławkę,zamknęłam oczy i zaczęłam
wspominać...
_______________________________
No i jest 1 rozdział.
Bardzo dziękuje za tyle komentarzy pod prologiem.Nie myślałam że nawet 5 będzie a tu proszę.
Dziękuję! Mam nadzieję,że 1 rozdział się podoba i tak jak wcześniej proszę o szczere komentarze.
Za błędy przepraszam!
Jak będzie dość 'dużo' komentarzy myślę że dodam kolejny rozdział.;)
Tymczasem dziękuje i się zwijam bo muszę się jeszcze dużo na tym blogu nauczyć; D
<3
Już nie lubię tej Elizabeth -.-
OdpowiedzUsuńChciała bym takiego brata jak ma Diana .:D hah
Rozdział świetny.<3
Czekam na 2 .<3 :)
@Michaelowax3
miśkuuuuu ! jest miodzioo <33333
OdpowiedzUsuńCaroline.
świeeeetny *.*
OdpowiedzUsuńale Elizabeth już mi się nie podoba xD
czekam na następny < 3
Klaudia / justin7
świetnego brata ma <3
OdpowiedzUsuńCUDO *O* , czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuń~ bieeeebs
już uwielbiam to opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńJa bym chyba oszalała gdybym miała wsród swoich znajomych taka Elizabeth, masakra xd
~Paula z sitemoodels :)
omnom :D <3O Cudowny i czekam na następny, u miesz pisać i to dobrze <3
OdpowiedzUsuń~sstaysstrong
Ejj duża.. za krotki rozdzial :p <3
OdpowiedzUsuń'Kocham' takie osoby jak Elizabeth normalnie.
OdpowiedzUsuńRozdział mi się podobał :) Czekam na kolejny :)
o robi się ciekawie, Diana ma fajnego brata, hehs.
OdpowiedzUsuńLubię opowiadania gdzie są takie szkolne jędzy i divy, hahaha takie słit plasticzki ;D
"Jak zwyklę musiała mnie przelecieć wzrokiem od góry do dołu." nie wcale nie miałam przy tym zdaniu skojarzeń, hahahahahaha xDDD
@Bieberianaa / Madeleine
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNie ma to jak więź rodzinna.!
OdpowiedzUsuńStrasznie mnie nakręca to opowiadanie i sama mam chęć dowalić tej całej Elizabeth.!
Czekam na nn.!
Zapraszam także na swojego bloga
http://flame-of--love.blogspot.com